Ogórasy w zupie, czyli ogórkowa

Jedna z najbardziej klasycznych zup – ogórkowa. Pewnie jedna z Twoich ulubionych. Może z nią jeszcze konkurować pomidorowa i ewentualnie rosół. Więcej konkurentów zupowych nie znam. Wiernie towarzyszy mi od dzieciństwa i kiedy sięgnę pamięcią do tych odległych czasów, to często przypomina mi się pewna scenka, w której główną rolę odgrywała właśnie zupa ogórkowa. Każdego dnia w drodze do szkoły wstępowałam po moją koleżankę. Zwykle natrafiałam na moment konsumowania śniadania składającego się tylko i wyłącznie z gorącej zupy. Pani domu wstawała o świcie i zanim reszta domowników się obudziła, gotowała zupę. Nie zawsze była to ogórkowa. Czasami był to biały barszcz z ziemniakami i skwareczkami, czasami szczawiowa albo zalewajka ale w mojej pamięci utrwaliła się właśnie ogórkowa, niezwykle aromatyczna, gorąca i parująca. Za każdym razem zachodziłam w głowę jak można jeść taki wrzątek. W szczególny sposób traktowany był ogórek dodawany do zupy. Nikt nie bawił się w krojenie, czy ucieranie na tarce. W zupie lądowały wielkie ogórasy w całości. Każdy dostawał po jednym. Czy je zjadali czy wyrzucali, nie udało mi się zaobserwować. Wydaje się to być kwestią mało istotną, ale wtedy jeszcze dziecięca ciekawość świata czyniła z tej sprawy rzecz ważną. Moje szkolne czasy, to nie  był okres średniowieczny, ale od tamtej pory dużo się zmieniło w manierach żywieniowych. Dzisiejsze śniadanie nie odpowiada tamtym czasom. Z zup serwowana jest jedynie mleczna. Natomiast ogórkowa i podobne podawane są na obiad, także u mnie. Bywają jednak takie dni kiedy doskonale się sprawdza jako „zupa dnia następnego”, tj. na kaca.

Zupa ogórkowa z kiszonych ogórków – przepis

002-3001-2

,

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz