Taki lajf

Cały dzień miałam pięknie zaplanowany. Najpierw fitness, potem miałam coś popisać, dalej gotowanie (w planie spaghetti) i zdjęcia, wymiana anteny telewizyjnej, spotkanie z koleżanką. Rano dziecko zaczęło wykazywać symptomy choroby: szczekający kaszel, ból gardła, katar i cały misterny plan o kant d… potłuc. Umówiłam wizytę u lekarza, zrezygnowałam ze zdjęć i fitnessu. Trudno, następnego dnia dłużej poćwiczę. Człowieka od anteny  przełożyłam na inną godzinę – zaraz po lekarzu. Mój dzień miał już nowy plan. Jesteśmy u lekarza. Nie musimy czekać. Dziecko ma zapalenie gardła. Pan doktor wypisał receptę. W drodze powrotnej zdążę kupić lekarstwa. Wszystko idzie zgodnie z planem. Zadowoleni wychodzimy z przychodni. Okazuje się, że nie mogę wyjechać , bo ktoś zastawił moje auto. Jeszcze nie nerwowo wracam do przychodni i wypytuję o właściciela mazdy. Jakby zapadł się pod ziemię. Minęło kilka minut. Wracam do auta. Robię kilka okrążeń wokół mazdy. Mój poziom irytacji osiąga coraz wyższy poziom. Zaglądam do środka auta i dostrzegam mikroskopijną karteczkę, na której widnieje numer telefonu właściciela. Zostawił numer, ale nie po to by odbierać telefon. Dzwonię wielokrotnie. Nagrywam się na sekretarkę, wysyłam smsy. I nic. Jak zwykle w takich sytuacjach dzwonię do męża, a ten „i co ja mam zrobić?”. Nawet na własnego męża nie można liczyć. Tymczasem człowiek od anteny, z prędkością światła, przemieszcza się do mojego domu. Za dziesięć minut planuje zacząć ją wymieniać. Ja zaś tkwię w sytuacji bez wyjścia, a mój plan jest już dalece nieaktualny. Wykonuję kolejny desperacki telefon i w końcu do moich uszu dobiega niespieszne „słucham”. Wygłaszam cały elaborat na temat dramatycznej sytuacji w jakiej się znalazłam i że ten człowiek jest jedynym sprawcą tego zdarzenia. Słyszę  „przepraszam, ale kluczyk mi się zaciął” i pan jest już przy swoim samochodzie. Przy moim także, bo przecież stoję zatarasowana nieopodal. Nie mam pojęcia o jaki kluczyk chodzi  i wcale mnie to nie obchodzi. To, że pan przeprosił nie zmienia faktu, że runął mój kolejny plan, jestem totalnie spóźniona, o czym podniesionym głosem informuję pana. A ten ze stoickim spokojem „TAKI LAJF”. Oniemiałam z wrażenia. I jakby tego było mało pan, patrząc na moje auto i wąską szczelinę pomiędzy mazdą i moim samochodem informuje, że on to by wyjechał. No tu już zdecydowanie przesadził. Kto by się przecisnął przez klikucentymetrowy otwór?

W końcu udało mi się uwolnić z opresji. Pan od anteny cierpliwie poczekał pół godziny. Spóźniłam się na spotkanie z koleżanką. Spaghetti przełożyłam na jutro, a dzisiaj na szybkości zrobiłam sałatkę z rucolą, suszonymi pomidorami, serem pleśniowym i nasionami dyni oraz słonecznika. Do tego lampka wina i nieco ukoiłam stargane nerwy.

Sałatka z rucolą, suszonymi, pomidorami, serem pleśniowym i ziarnami dyni oraz słonecznika – przepis

Wiesz dlaczego kobiety mają problemy z parkowaniem? Bo panowie im wmówili, że 15 cm to tyle _________, a nie tyle __.

001002

 

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz